środa, 2 maja 2018

7 rzeczy, które sprawiają, że jestem szczęśliwa.


Kiedyś myślałam, że moim celem w życiu jest bycie szczęśliwą. Codziennie. Bez względu na pogodę, porę dnia czy miejsce, w którym przebywam. Byłam przekonana, że można osiągnąć stan niekończącego się szczęścia. Nie byłam tylko pewna jak tego dokonać i kiedy właściwie zaczyna się ten stan.
Dziś, kiedy to już jestem o kilka lat starsza, a za sobą mam chwile wzlotów i upadków, już wiem że szczęście jest niezwykle ulotne i nigdy nie może trwać wiecznie. Trzeba doceniać te króciutkie momenty, kiedy to czujemy że nic lepszego zdarzyć się nie może.

Co sprawia, że ja jestem szczęśliwa? Zajrzyjcie poniżej. Może moje chwile szczęścia zainspirują Was do tego, żebyście i Wy na moment się zatrzymali i docenili Wasze niezapomniane momenty. :)




Błękitne niebo i słońce


Pomyślicie "co za banał!". Przecież każdy jest szczęśliwy, kiedy pogoda nas rozpieszcza. W moim przypadku ma to również związek z pewnym wspomnieniem z młodzieńczych lat, kiedy to wracałam ze szkoły i wtopiłam wzrok we właśnie taki obraz: idealnie błękitne niebo i promienie słońca. Akurat tamtego dnia udało mi się zdobyć szóstkę z polskiego, co wydawało mi się wręcz nieosiągalne. Od tamtej pory, kiedy wpatruję się w niebo, przypominam sobie że warto działać i żyć choćby dla tych kilku krótkich, ale jakże szczęśliwych chwil.

Dążenie do celu

O ile większość z nas cieszy najbardziej chwila osiągnięcia wyznaczonego celu, mi najwięcej radości daje sama droga i kolejne kroki, które zbliżają mnie do mety. Czerpię mnóstwo satysfakcji z odhaczania kolejnych punktów na mojej liście to-do. To samo uczucie towarzyszy mi przy wypełnianiu mojego habit trackera, o którym opowiadałam na moim kanale youtube.

A właściwie dlaczego nie cieszy mnie aż tak bardzo dotarcie do finału moich wyzwań? Czuję wtedy, że zakończył się pewien etap w życiu, który już nigdy nie wróci i będę za nim tęsknić. Poza tym, pozostaje lekka pustka do czasu, kiedy nie wyznaczę sobie kolejnego celu.


Planowanie wakacji

Każdy się ze mną zgodzi, że życie z dnia na dzień bez żadnego konkretnego celu jest dość nudne i ciągnie się jak szare kluchy. Wstaję, jem, pracuję, śpię i w kółko to samo. Dzień w dzień. Ten wstrętny urok nagle pryska, kiedy zaczynamy planować wakacje. Czyż nie mam racji? Nagle wraca do nas radość życia, wszystkie bzdety przestają być istotne, a świat wydaje się o wiele piękniejszy. Jeżeli w tym momencie się rozmarzyliście, to znaczy że nie zwariowałam i nie jestem sama.:)
Rezerwacja biletów, hotelu, poszukiwanie nieznanych knajpek, nieodkrytych zakątków, opinii mieszkańców, przygotowywanie walizki...ile szczęścia mogą dać nam te kilka wolnych dni spędzonych w odległym miejscu. To gdzie się wybieracie w tym roku? Nasz najbliższy cel to krótki wypad do Hiszpanii. :)

Dawanie prezentów



Dobrze przeczytałeś. Dawanie, nie otrzymywanie. Choć nie ukrywam, że również miłe jest bycie obdarowywanym.
Największą frajdę sprawia mi szukanie, testowanie i wybieranie tego jedynego prezentu, który sprawi radość bliskiej osobie. Zwieńczeniem tego całego procesu jest moment odpakowywania prezentu. Poziom mojego szczęścia sięga zenitu, kiedy widzę że moje starania nie poszły na marne i sprawiłam komuś przyjemność.

Ciasto snickersowe

 

Staram się ograniczać słodycze i nawet muszę się pochwalić, że od kwietnia całkiem dobrze mi idzie. Czasami pozwolę sobie na kosteczkę czekolady w chwili słabości. Kiedy uda mi się nie tknąć nic słodkiego przez cały tydzień, moją nagrodą jest najpyszniejsze ciasto na świecie, czyli Snickers!
Jeżeli będziecie kiedyś w Poznaniu, to koniecznie zajrzyjcie do Cukierni Karpicko. Lepszego nie jadłam. :)

 

Pokonywanie własnych słabości

 

Kiedy usłyszałam, że moja praca będzie polegała m.in. na obsłudze infolinii hiszpańsko- i portugalsko-języcznej, to poczułam jakby ktoś chciał zepchnąć mnie ze skarpy. Nienawidziłam rozmawiać przez telefon, a co dopiero w obcym języku. Przez pierwsze dwa miesiące jeździłam do pracy ze łzami w oczach, ale po kilku rozmowach dziennie stres w końcu odpuścił i zaczęłam to traktować jako chleb powszedni.

Kiedy postanowiliśmy w zeszłym roku zdobyć Śnieżkę, to natychmiast ujrzałam przed oczami obraz nędzy i rozpaczy. Ja cała we łzach i pocie, z obolałymi nogami siedząca na kamieniu i błagająca o powrót do domu. I wiecie co? Żaden z elementów tego obrazu się nie spełnił! Trochę zdyszana i zmęczona prawie wbiegłam na szczyt.

Co chcę Wam przekazać przez te moje perypetie? Każdy człowiek czegoś się boi. Przed czymś ucieka i unika. Jest głęboko przekonany, że wyjście ze strefy komfortu go zabije. Tak, jasne, że boli, ale nie zabije. Dzięki temu będziesz jeszcze lepszą wersją samego siebie, ale przede wszystkim będziesz szczęśliwy i usatysfakcjonowany. :)



Nauka

 


Mam za sobą dobre kilkanaście lat nauki. Studia skończyłam kilka lat temu. Student pomyśli "Tej to dobrze. Już nie musi zakuwać do sesji." Też tak myślałam.

Kiedy po kilku latach pracy na etacie stwierdziłam, że stoję w miejscu, a nawet trochę mi umyka, zaczęłam się zastanawiać nad podyplomówką. Miałam ogromny dylemat. Wtedy to opowiedziałam mojemu mężowi jak moje koleżanki narzekają, że już nie chce się im uczyć i cieszą się, że studia mają dawno za sobą. Stwierdziłam, że nie chcę taka być i od razu wzięłam udział w rekrutacji.

Kiedy nie będzie nam się chciało, to po co żyć? W życiu o to chodzi, żebyśmy wciąż działali i wyznaczali sobie nowe cele!


A jak wyglądają Wasze chwile szczęścia? Co daje Wam najwięcej radości? Dajcie znać w komentarzach. Jestem bardzo ciekawa. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz