poniedziałek, 16 stycznia 2017

Moje językowe cele 2017


Dookoła słyszę, że postanowienia noworoczne są przereklamowane, nie mają szans być spełnione i, że to totalna lipa. Może i racja, gdy ktoś na pstryknięcie palca chce być fitnessowym guru, Master Chefem czy wybitnym poliglotą. Dlatego ja wolę wyznaczyć sobie cele na najbliższy rok, nie postanowienia. Podzielę się z Wami tymi językowymi, resztę zachowam dla siebie. :)



Dziwna sprawa z tym naszym angielskim. Niby wszyscy oglądają zagraniczne seriale, rozumieją wszelkie hasła reklamowe, dają sobie radę w dalekich podróżach, a jednak wciąż boimy się mówić po angielsku i ewidentnie mamy na tym punkcie kompleks.

W moim przypadku jest to totalna sinusoida. Przygotowałam się do matury i było idealnie, potem długi czas go nie używałam i pojawił się strach przez każdym słowem, później nadarzyły się wycieczki po Europie i byłam zmuszona go odkurzyć, a następnie po kolejnej długiej przerwie jest to poczucie, że mogę więcej.

Dlatego stwierdziłam, że koniec z tym i sięgnę po pomoc (choć jako samouk bardzo tego nie lubię). Mam zamiar uczęszczać na zajęcia do szkoły językowej, jednak po zeszłorocznym kiepskim doświadczeniu jeszcze się waham czy będą to lekcje indywidualne czy w grupie.


O moich przemyśleniach odnośnie grupowym lekcji włoskiego przeczytacie TUTAJ.



Macie też na swoim koncie "rozgrzebane języki"? Chodzi mi o języki, których kiedyś się uczyliście, mniej lub bardziej pilnie, potraficie się pogadać, jednak bardzo koślawo to brzmi.
Wstyd się przyznać, ale ja mam nawet kilka takich. Jednym z nich jest portugalski.

Mój cel? Odświeżyć sobie przede wszystkim gramatykę i na nowo oswoić się z językiem i szeleszczącymi Portugalczykami. :)


Co roku odnawiam ten sam cel i mimo, że nie do końca udaje mi się go spełnić, to czuję, że jestem o jeden krok do przodu. Tym razem będzie jeszcze więcej języka i gier planszowych!


Koniecznie podzielcie się swoimi planami w komentarzach!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz