niedziela, 2 października 2016

Co u mnie? Podsumowanie września!

Wieki mnie tu nie było! Mam nadzieję, że jeszcze ktoś z Was tu zagląda :)
Jak wielokrotnie wspominałam, mój wrzesień to miesiąc pod tytułem ŚLUB! Całe to szaleństwo już za nami. Zarówno sama uroczystość, jak i przyjęcie udały się w 99%, bo wiadomo że nie na wszystko mieliśmy wpływ. Wypoczęliśmy w przepięknej Portugalii, a teraz czas wrócić do codzienności, która wcale nie musi być szara! O moich planach i celach opowiem w kolejnym wpisie, a teraz kilka słów o tym, co już za mną.

Jak wszystkie panny młode wiedzą, organizacja tak ważnego wydarzenia w naszym życiu zajmuje około roku. O ile pierwszych 9 miesięcy było dość spokojnych, to ostatnie 3 były totalną jazdą bez trzymanki. No dobra, może tylko ostatnie 2 miesiące. No bo skąd mam wiedzieć czy ta butonierka będzie pasować do garnituru świadka, które czytanie wybrać i kto ma je przeczytać, kogo usadzić koło cioci Gosi, który smak tortu wybrać, ile butelek alkoholu kupić ... A do tego nie zagubić się w terminach, zaliczkach, spotkaniach, mailach ... Nie lada wyzwanie organizacyjne! Wszystkim dookoła marudziłam, że mam za dużo na głowie i już bym chciała, żeby to szaleństwo się skończyło. Ale wiecie co? Jestem z siebie dumna! Podołałam zadaniu i, jak już wspomniałam, tylko 1% dzielił mnie od spełnienia wszystkich moich założeń i marzeń. Było warto wykonać tysiące telefonów, odpisać na kilkadziesiąt maili i ustawiać miliony powiadomień. Goście wyszli zadowoleni, a my najszczęśliwsi na świecie! :)
Jak tylko dostanę zdjęcia,to na pewno kilkoma się z Wami podzielę.

To wszystko, o czym pisałam powyżej miało jeszcze jeden plus. Panowałam nad wszystkimi wydatkami, szukałam tańszych rozwiązań, planowałam budżet i starałam się ze zdrowym rozsądkiem wydawać nasze oszczędności. Tym sposobem uzbieraliśmy środki na wymarzoną i wyczekiwaną podróż poślubną! Udało nam się połączyć zwiedzanie, plażowanie, a przy okazji praktykę mojego jeszcze kulawego portugalskiego :) Ale szczegóły naszego wyjazdu opiszę w oddzielnym wpisie.

Odkąd zaczęliśmy planowanie ślubu wiedziałam, że chcę mieć długie rozpuszczone włosy, dlatego nie robiłam żadnej rewolucji na głowie przez ponad rok. Koniec końców zdecydowałam się na upięcie, co było zdecydowanie wygodniejsze, ale nie o tym chciałam wspomnieć. Nastąpiła ogromna zmiana w moim życiu, a wiadomo, każda metamorfoza u kobiety idzie w parze ze zmianą w wyglądzie. Dlatego zrzuciłam trochę futra, resztę troszkę rozjaśniłam i czuję się świetnie! Nowa ja! Zdecydowanie polecam. Od razu lżej na głowie :)


 Pełna nowej energii nie mogę się doczekać nowych postów, które mam zamiar dla Was przygotować. Tymczasem życzę Wam miłego niedzielnego wieczoru i bezbolesnego poniedziałku :) Buziaki!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz