sobota, 4 czerwca 2016

Kudowa zdrój

Nasz wyjazd w góry trwał tylko kilka dni, a nadrobienie zaległości w codziennych obowiązkach to niekończąca się historia. Dlatego relacja z wyjazdu pojawia się dopiero teraz. Jeżeli planujecie wypad w Góry Stołowe, to gorąco polecam te okolice! Zobaczcie sami!
Nasza wycieczka trwała niestety bardzo krótko, bo tylko 4 dni wliczając dojazd z Poznania. Mimo to, wydaje mi się, że moja kondycja fizyczna więcej kilkugodzinnych wycieczek w góry po prostu by nie zniosła. Ale po kolei...

Kudowa zdrój to miejscowość typowo uzdrowiskowa, gdzie macie pod dostatkiem wszelkiego rodzaju sanatoriów, spa  i czego sobie zażyczycie. W samym sercu znajduje się pijalnia wody, która niestety jest płatna. Ale jeżeli przejdziecie się troszkę w głąb tamtejszego parku, to znajdziecie "wersję dla ubogich", czyli kranik z równie cudowną wodą dostępny dla wszystkich.

Gdzie warto zjeść?
Wszelkiego rodzaju knajp i restauracji jest oczywiście o wiele więcej, jednak w tych dwóch mieliśmy przyjemność jeść i mogę je szczerze polecić.

Co warto zobaczyć?

Pierwszego dnia lekko zaspani po podróży poszliśmy na Szlak Ginących Zawodów. Jest to malutki skansen nie daleko słynnej Kaplicy Czaszek (niestety w Boże Ciało była otwarta krócej i nie zdążyliśmy). Gospodarstwo składa się z kilku wiejskich chat i warsztatów. Jednak największym zainteresowaniem cieszy się mini zoo. :)



Punktem, który zdecydowanie jest obowiązkowy to Błędne Skały. Wejście zajęło nam około 2 godzin, jednak leniuszki mogą podjechać autem. Ale czy w góry przyjeżdża się, by usadzić tyłek w wygodnym fotelu? :)
O co chodzi? Jest to labirynt uwity jak sama nazwa mówi skałami, a raczej ogromnymi głazami, przez które trzeba się przeciskać, co miejscami jest nie lada wyzwaniem  nie tylko dla grubasków :)

Szlaki są raczej dobrze oznakowane, jednak nam to nie pomogło i w drodze powrotnej oczywiście musieliśmy się zgubić. Takie nieplanowane przygody są mega frajdą, pod warunkiem, że nie jesteś wymęczona, głodna i nie masz pojęcia w którą stronę do domu :)



Tutaj jeszcze myśląc, że idziemy w dobrą stronę :)

Kolejnego dnia wybraliśmy o wiele krótszą i łatwiejszą trasę ze względu na nasze wcześniejsze przeforsowanie i niepokojące prognozy pogody (Zdążyliśmy przed burzą w ostatniej chwili!).

Powędrowaliśmy sobie do Prążnej.  Jest to wiejska dzielnica Kudowy tuż przy granicy z Czechami.

Jak zwykle przekonałam się, że najlepsze niespodzianki czekają pomiędzy zaplanowanymi punktami wycieczki. W tym wypadku były to owieczki.


W drodze powrotnej do Poznania zahaczyliśmy o zamek w Bolkowie.  Akurat do zwiedzania zamków nie trzeba mnie namawiać :)
Pierwsza wzmianka o zamku pochodzi z 1277 r., gdzie książę Bolesław II legnicki pisze o Hain castro nostro.

Zamek Bolków został założony przez księcia legnickiego Bolesława II Rogatkę zwanego Łysym, później rozbudowany przez jego syna Bolka I Surowego, księcia świdnicko-jaworskiego.




No i dobiegł koniec naszej górskiej przygody.  Czas wracać do szarej rzeczywistości.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz