środa, 30 września 2015

Barcelona- tipy, hintsy i inne


Po raz pierwszy w życiu moje wakacje trwały tylko dwa tygodnie i miały miejsce we wrześniu. Było strasznie ciężko siedzieć w biurze, gdy za oknem słońce aż za bardzo rozpieszczało. Jednak dzięki temu bardziej doceniłam urlop i wycisnęłam z niego ile tylko się dało.



Na miejsce zagranicznych wojaży wybraliśmy przepiękną Barcelonę. Dlaczego akurat tam? Szukaliśmy miasta, które oferuje mnóstwo obiektów do zwiedzania, ulic do spacerowania, a jednocześnie miejsce do leniuchowania. Takie połączenie form wypoczynku plus moja znajomość hiszpańskiego niemal jednogłośnie wskazała właśnie stolicę Katalonii.


Jeżeli Wam też się marzy ucieczka do Barcelony, to mam dla Was kilka przydatnych wskazówek.

T10

T10 jest to bilet na 10 przejazdów komunikacją miejską. Jego zaletą jest tzw. multipersonal, czyli możecie korzystać z niego z kilka osób. Do tego jest o wiele bardziej opłacalny niż pojedyncze bilety, które kosztują 2 euro za przejazd. Wasza podróż może trwać ponad godzinę wliczając w to przesiadki.

Paella

Wychodząc na ulice w centrum Barcelony czułam się jak w Paellalandzie! Wszystkie reklamy knajpek, barów czy restauracji aż kipiały paellą: Paella+Bebida 10 euros, Tapas+Paella 13 euros, etc. Ja szczerze nie jestem fanką kuchni hiszpańskiej, więc nie miałam takiego parcia, żeby spróbować tego dania. Jednak wiele turystów daje się zwieść. Niestety świeżo przygotowana paella nie ma nic wspólnego z tymi wszechobecnymi podróbkami z mrożonek. Najlepiej zboczyć z głównych ulic i centrum i zajrzeć do barów odwiedzanych przez mieszkańców miasta.

Boquería

Przeglądając przed wyjazdem przewodniki natknęłam się na tysiące fotek rynku Boquería, które kipiały kolorami i formami. Widząc stoiska ze świeżymi owocami i sokami wiedziałam, że będziemy tam częstym gościem. Okazało się, że tak częstym że zaczynaliśmy i kończyliśmy każdy dzionek właśnie w tym miejscu. My objadaliśmy się owocami, ale spokojnie zjecie tam czego dusza zapragnie. Co warte uwagi, wieczorem spadały ceny produktów, np. kubeczek soku, który w ciągu dnia kosztował 2 euro, wieczorem już można było go kupić za 1 euro. Dodatkowo polecam Wam wejść nieco głębiej, bo stoiska przy samym wejściu mają wyższe ceny.

Carrefour

Prawdziwym zbawieniem okazał się Carrefour umiejscowiony przy samej słynnej ulicy La Rambla! Oczywiście bez tłumów się nie obyło, ale warto było zajrzeć. Tam zaopatrywaliśmy się przede wszystkim w napoje i przekąski, ale także pamiątki dla znajomych, czyli turrón i mini buteleczki z sagrią. Jeżeli ktoś koniecznie chce spróbować paelli i sangrii za małe pieniądze to wieczorem otwierało się tam stoisko z tymi przysmakami w baaardzo niskich cenach. Nie pamiętam ceny paelli, ale szklanka sangrii kosztowała 1 euro (nawiasem mówiąc w sklepie najtańsza butelka tego trunku kosztowała niewiele więcej:)).

Mam nadzieję, że przydadzą się Wam moje wskazówki podczas najbliższej podróży do Barcelony.
A tymczasem szykuję kolejny post, w którym znajdziecie moje ulubione miejsca w tym cudownym mieście. Do miłego!

zdjęcia: carolinestwist, JF

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz